
Spis treści:
Instalacja elektryczna projektowana jest na stan obecny, a użytkowana przez dekady, w których stan obecny zmienia się kilkakrotnie. Telewizor przenosi się na inną ścianę, gabinet zamienia się w pokój dziecka, w garażu pojawia się ładowarka, a na tarasie oświetlenie i gniazdo.
Każda z tych zmian wymaga doprowadzenia przewodu do miejsca, w którym go nie ma. Pytanie brzmi więc nie tyle jak poprowadzić instalację dziś, ile jak zrobić to, żeby jutro dało się coś dołożyć bez kucia.
Trzy sposoby prowadzenia i ich konsekwencje
Pierwszym i najczęstszym jest układanie przewodów w bruzdach, pod tynkiem. Rozwiązanie estetycznie bezkonkurencyjne i całkowicie nieelastyczne. Dołożenie przewodu oznacza wykucie nowej bruzdy, tynkowanie i malowanie ściany.
Wariantem tego rozwiązania, znacznie rozsądniejszym, jest układanie przewodów w peszlach zatopionych w tynku. Wtedy wymiana przewodu jest teoretycznie możliwa, przy czym praktyka zależy od liczby zagięć i od stopnia wypełnienia rury. Peszel z dwoma ostrymi zakrętami i wypełniony w stu procentach nie przepuści już niczego.
Drugim sposobem jest prowadzenie w warstwie posadzki, w rurach ułożonych przed wylewką. Sprawdza się przy doprowadzeniu zasilania do gniazd podłogowych i do środka pomieszczenia, gdzie ściana nie pomoże.
Trzecim jest prowadzenie na wierzchu, w kanałach. Stosowane w tej roli kanały kablowe pozwalają dołożyć przewód w dowolnym momencie, bez żadnych prac budowlanych, przez samo zdjęcie pokrywy.
Kanał ma opinię rozwiązania tymczasowego i w pokoju dziennym rzeczywiście nim bywa. W pomieszczeniu technicznym, w garażu, w kotłowni i przy stanowisku pracy jest natomiast rozwiązaniem docelowym i lepszym od bruzdy, bo tam liczy się dostępność, a nie estetyka.
Przekrój, czyli decyzja podejmowana raz
Przewód ułożony pod tynkiem zostaje tam na dwadzieścia lat i dobiera się go do obciążenia, które wystąpi w tym okresie, a nie do dzisiejszego.
Podstawowa zasada mówi, że przekrój wynika z prądu obliczeniowego, z długości trasy i ze sposobu ułożenia. Ten ostatni czynnik bywa pomijany, a ma znaczenie: przewód ułożony w peszlu w izolacji termicznej odprowadza ciepło znacznie gorzej niż na tynku, więc jego obciążalność jest wyraźnie niższa niż tabelaryczna.
Dobierane w takich sytuacjach kable i przewody instalacyjne występują w typach różniących się konstrukcją żyły, izolacją i przeznaczeniem. Do instalacji stałych w budynkach stosuje się przewody z żyłą jednodrutową, do połączeń ruchomych linkowe, a do układania w gruncie przewody o wzmocnionej powłoce.
Praktyczna rada dotyczy zapasu. Różnica w cenie między przekrojem półtora a dwa i pół milimetra kwadratowego wynosi kilkanaście procent kosztu przewodu, czyli ułamek kosztu całej instalacji. Różnica w możliwościach jest natomiast zasadnicza, bo pozwala później zwiększyć zabezpieczenie i podłączyć mocniejszy odbiornik.
To samo dotyczy liczby żył. Przewód pięciożyłowy poprowadzony tam, gdzie dziś wystarczą trzy, kosztuje niewiele więcej i pozwala w przyszłości przejść na zasilanie trójfazowe albo dołożyć sterowanie.
Wszystko, co ma stać na zewnątrz
Instalacja zewnętrzna pracuje w warunkach nieporównywalnych z wnętrzem. Mróz, promieniowanie słoneczne, deszcz i, najbardziej podstępna, kondensacja pary wodnej wewnątrz obudowy przy dobowych wahaniach temperatury.
Stosowana w takich miejscach skrzynka elektryczna zewnętrzna ma podwyższony stopień ochrony, uszczelnione przepusty i zamek. Deklarowany stopień ochrony dotyczy jednak obudowy kompletnej i zamontowanej zgodnie z instrukcją, a każda ingerencja go unieważnia.
Trzy błędy wracają w reklamacjach najczęściej. Wprowadzenie kabli od góry, przez które woda spływająca po przewodzie trafia do środka. Dławnica dobrana na wyrost, o zakresie nieodpowiadającym średnicy przewodu. Wreszcie otwór wycięty wiertłem stożkowym bez uszczelnienia, w miejscu, w którym producent nie przewidział wprowadzenia.
Osobnym problemem jest kondensacja, która występuje nawet w obudowie idealnie szczelnej. Powietrze zamknięte w środku zawiera parę wodną, skraplającą się przy nocnym spadku temperatury. Rozwiązaniem jest zawór wyrównawczy z membraną, przepuszczający parę, a zatrzymujący wodę w postaci ciekłej.
Cztery rzeczy, które warto zrobić na zapas
- Rura osłonowa z linką zaciągową do garażu, na taras i pod podjazd, zaślepiona do czasu użycia. Kilkadziesiąt złotych przy budowie, kilka tysięcy później.
- Przewód pięciożyłowy tam, gdzie dziś wystarczy trzyżyłowy, jeżeli w danym miejscu może kiedyś stanąć odbiornik trójfazowy.
- Kanał kablowy w pomieszczeniach technicznych zamiast bruzdy, bo tam dostępność jest ważniejsza od wyglądu.
- Rezerwa w rozdzielnicy na poziomie jednego pełnego rzędu, na fotowoltaikę, ładowarkę i automatykę.
Wspólną cechą tych czterech pozycji jest to, że kosztują niewiele w momencie, w którym budynek jest jeszcze otwarty, i wielokrotnie więcej, gdy trzeba je dołożyć do wykończonego wnętrza. To jedyny rodzaj zapasu w budownictwie, który zwraca się niemal zawsze.
Kanały kablowe, przewody instalacyjne i obudowy zewnętrzne wraz z danymi technicznymi znajdziesz na www.onninen.pl. Parametry przywołane w tekście pochodzą z katalogu hurtowni Onninen.

